February 2023 Poetry Feature

We’re pleased to offer these new translations from ON CENTAURS & OTHER POEMS by ZUZANNA GINCZANKA, translated by ALEX BRASLAVSKY, out from World Poetry Books this month. This is the first selected volume in English of Zuzanna Ginczanka, a visionary Polish-Ukrainian-Jewish poet of the inter-war years whose life was cut short by the Holocaust.

Zuzanna Ginczanka (1917-1945) was a Polish-Ukrainian-Jewish poet of the interwar period. Born in Kiev, which her parents fled to avoid the Russian Civil War in 1922, Ginczanka began writing seriously as a child in Równe, Poland (now Rivne, Ukraine). She was nationally recognized for her poetry by sixteen years of age. Encouraged by a correspondence with poet Julian Tuwim, she moved to Warsaw in 1935. There she became associated with the Skamander group and the satirical magazine Szpilki, and befriended many writers including Witold Gombrowicz. Her 1936 collection, On Centaurs, was widely lauded upon its release. At the start of World War II, she moved east, living in Równe and Soviet-occupied Lviv. In 1942, after the German takeover of Ukraine, she escaped arrest and fled to Kraków on false papers to join her husband. She was arrested in 1944 and shot by the Gestapo a few days before Kraków was liberated by the Soviets. After the war, her last known poem “Non omnis moriar…” was used in court to testify against her denouncers.

Alex Braslavsky (born 1994) is a scholar, translator, and poet. A graduate student in the Harvard Slavic Department, she writes scholarship on Russian, Polish, and Czech poetry through a comparative poetics lens. She was an American Literary Translators’ Association Mentee in 2021. Her work on Polish literature has been supported by the Jurzykowski Polish Grant and the ©POLAND Translation Program. Her poetry has appeared in Conjunctions and Colorado Review, among other journals.

Strajk

W martwocie zakrzepłych rozbrył przyszło mi dostrzec: 
– wrogość, 
przyszło mi pojąć znienacka tajony w przedmiotach: 
– sprzeciw; –
Ściśnięte sprężyny kanap, co się rozpiętrzyć nie mogą, 
lampy, ciążące z sufitów, któż w was te bunty rozniecił?  
widzisz:
jak lustro się wzdraga wchłonąć serdecznie twój obraz –
widzisz: 
jak twarz twą odbija z pogardą prosto ci w mordę – 
słyszysz: 
jak czasem się żalą kluczom cierpliwym i dobrym 
zawiasy zgorzkniałych zamków zębów zgrzytliwym akordem? 
A jeśli kiedyś pomyślę, 
a jeśli kiedyś rozsądzę, 
że dość już śrubkom i ćwieczkom przewiercać ściany wypadło 
i jakąś tajną północą, 
andersenowską północą 
zacznę podburzać przyciesi – przedmiotów martwych demagog? 
będę logicznym podłogom wytyczać krągle argument, 
będę nazwańcom-dachom rozwijać zapał jak sztandar
– aż runą na was uśpionych 
piece 
i ściany 
tabunem, 
aż stoły, 
stołki, 
stoliki 
na ciebie rzucą się bandą – 
ot – będzie mi wtedy wolność, 
ot – będzie mi wtedy frajda, 
ot – zaucztują krzesła, na których nikt już nie siądzie, 
taksówki zamiast na jezdni chodnikiem zaczną się hajdać¹, 
trzewiki se zatańcują w beznożnym, własnym zapląsie – 
po ścieżkach, rankiem, załazi z niczyim płotem częstokół, 
pod wozem się pobratają stęsknione za sobą koła, 
pękną pękate beczki wyskokiem spod własnych okuć –
– będzie im wtedy wolność, 
– będzie im wtedy wesoło – 
Ulice wzdłuż się wydłużą, 
ulice wszerz się rozszerzą 
pospacerują tamtędy wolne sześciany domów 
– będzie im, psia kość, swoboda –
rajski, wspaniały bezrząd,
bycie samemu sobie, 
a oprócz siebie – nikomu! 

16 kwietnia 1934

 

Strike 

In the deadness of clotted crashes I came to see:
—enmity,
I came to comprehend all of a sudden the secrets in objects: 
—objection—
Squeezed springs of couches, which can’t unclench,
lamps, dragging from the ceilings, who sparked these revolts in you? 
you see:
as the mirror flinches to heartily absorb your image—
you see:
how your face refracts with contempt straight at you—
you hear:
how sometimes kind, patient keys grieve
axes of embittered teeth locking in with rasping chord?
And if I ever think,
and if one day I decide,
that enough screws and studs to drill through walls have come out 
and by some secret midnight,
an Andersen midnight
I will begin to stir up the dimples—demagogue of inanimate objects? 
I will delineate a circular argument with logical floors,
I will develop fervor for the rooftops like a banner
—until they collapse on you asleep
stoves
and walls
in a horde,
until tables,
stools,
nightstands
will throw themselves upon you in a horde—
of—it will be freedom for me then,
of—it will be fun for me then,
of—they will notice the chairs upon which no one sits any longer, 
cabs will start to bob along the sidewalk instead of on the roadway, 
boots will dance in a legless, self-made tangle—
along the paths, in the morning, they will put down a barrier with no one’s palisade,
below the wagon mingle the wheels, longing for each other,
bulky barrels burst with a jaunt out from under their own fittings— 
—it will be freedom for them then,
—happy it will be for them then—
Streets will lengthen along,
streets will widen across
the free cubes of houses will stroll there
—It will be for them, doggonit, freedom—
a paradisiacal, magnificent non-government,
being for oneself only,
and apart from the self—for no one! 

April 16, 1934 

 

Poznanie 

Adam: 

– łąko soczysta nadmiarem, 
łąko tryskliwa zdrojem – 
jabłoni, co dudnisz nocą 
i w jabłkopadzie się gniesz, 
jedno mam tylko 
serce, 
a ty masz oczu dwoje –
jedne mam tylko 
usta, 
a ty masz dłonie dwie –
o jakże jesteś bogata, 
że tak mnie szczodrze 
obdarzasz! 
o jakże jestem biedny, 
że tak muszę tęsknie 
żebrać! 
przychodzisz pewna i trwożna 
do picia dzbannie zapraszasz – 
patrzę na ciebie spragniony: 
: brak mi ciebie 
jak żebra; –
(korzeni, które zsychają 
poznałem prosty niedosyt, 
łączę z nimi w przekopie 
dłonie 
od głodu chore)

– a kiedy skomlę w niewiedzy, 
jak ciebie 
o ciebie 
prosić?, 
przychodzisz dobra jak woda 
i ciebie jak łyk jej biorę – 

Ewa: 

Ty jesteś głodnym pytaniem – ja żywną odpowiedzią, 
siostrzę się rodnie i sytnie z soczystą jak dynia ziemią – 
– jeśli się kiedyś zabłąkasz, przyjdę do ciebie miedzą 
i ścieżki twoje wywiodę z zagałęziałych zakrzewień. 

10 czerwca 1934

Recognition 

Adam: 

—meadow juicy with excess, 
meadow spurting with health— 
apple trees that rumble 
at night and in the apple tree you bend, 
I have only one 
heart,
and you have two eyes—
I only have one
set of lips,
and you have two hands—
oh how rich you are,
that you so generously
that you give to me so generously!
O how poor I am,
that I must always
come begging!
you come sure and fearful
you invite me to drink from a jug—
I look at you thirsty
: I miss you
like a rib—
(roots that wither
I recognized the simple insufficiency, 
I join with them in the trench
hands
of hunger.) 
—and when I whine in ignorance, 
like you
for you
to ask for you? 
you come as good water 
and I take you as a sip of it— 

Eve: 

You are a hungry question—I am a living response, 
I’m a sister to the pumpkin-juicy earth—
—If you ever get lost, I will come to you by the spit 
and lead thy paths out of the branching bushes.

June 10, 1934 

 

 

Kobieta 

Szukam w myśli warg męskich, by ramion go skuć oplotem, 
gdy w dusznej bezsenności sekundy wybija szloch –
– a teraz zaciśnij usta i chłodno, twardo mnie potęp:
oto masz moje noce, gołe, wyłuskane jak groch. 

We dnie chcę głód rozbudzać ręki cielistym dotykiem – 
znam już tę mękę: odczuć tętnic najkrwistszy rdzeń
– a teraz odwróć oczy i babą mnie okrzyknij:
oto masz prawd obnażonych mój desperacki dzień. 

Spotkany przechodni wzrok serce rozsadza jak drożdże 
(blady, dzienny półksiężyc przekleństwa mego strzegł) 
– zrozum, że to jest zew dzieci czerwone rodzić:
oto jest moja świętość i oto jest mój grzech. 

19 listopada 1933 

Woman 

I’m searching my thoughts for a man’s lips, to bind his arms in a braid, 
When in the stifling sleeplessness of a second a sob breaks out—
—and now purse your lips and coolly, firmly condemn me:
here you have my nights—bare, shelled like peas. 

During the day I want to arouse my hunger with a carnal touch— 
I know the torment: to sense arteries at their bloodiest core 
—and now avert your eyes and call me a woman:
here you have my desperate day of truths laid bare. 

The sight you meet in passing makes your heart leaven 
(the pale, daytime crescent moon observed my curse) 
—understand it is a calling to birth babies red:
here is my virtue; here, my sin. 

November 19, 1933 

 

Bojaźń księżycowa

Nie idź ściętą krawędzią sześcianów
i gzymsami ty ku mnie nie krocz; – 
(dom jak narośl poziom przełamał 
i w pion juździ cię geometrią) 
igły anten nie wszyją cię w niebo 
a kominy nie spiętrzą się wieżą – 
– – marzeniami w srebroś się wgrzebał 
w kocie okoś się wytęsknił i w księżyc. 
Czemuś wybrał sobie ten rekord 
majaczącą kochać ułudę? 
kroczysz w górę ciału na przekór 
jak kobiety senne do źródeł – 
łysku słońca we dnieś nie dostrzegł 
więc do tarczy mej odbić się przyszedł. 
Czemuś wybrał sobie tę rozpacz 
iść ku temu, czegoś się wyrzekł? 
Jestem krągłym, fryzjerskim lustrem 
odrzuconym jak zdobycz błyskom – 
jakże ciebie mam teraz ustrzec 
przed obłędnym mózgu rozpryskiem – –
Dom jak narośl poziom przełamał 
i w pion juździ cię geometrią; 
nie idź ściętą krawędzią sześcianów 
i gzymsami wąskimi nie krocz – –

10 maja 1934

Fear of the Moon 

Do not go along the beveled edge of cubes
and do not tread towards me along ledges—
(the house has broken the level like a growth
and it drives you forth vertically with its geometry) 
antenna’s needles won’t sew you up toward sky 
and chimneys won’t heap in a tower—
— —burrowed with dreams into the silver
it outlonged for the cat’s eye and the moon.
Why did you choose this record for yourself,
to love in raving delusion?
You are walking up the body in defiance
like drowsy women to the spring—
you did not catch sight of the sun’s glimmer on the bottom 
so you came upon my shield to ricochet.
Why did you choose this despair
to go towards what you have renounced?
I am a round barber’s mirror
a glimmer cast aside like prey—
how can I protect you now
from the insane brain splatter— —
The house has broken the level like a growth
and drives you vertically with its geometry;
do not go along the beveled edge of cubes
and do not tread along ledges so narrow— — 

May 10, 1934 

February 2023 Poetry Feature

Related Posts

Meadow with thunderclouds looming

Symphony of the South

TAHIR ANNOUR
My father headed north. He said he would be back in a month. It all happened so fast I barely caught it, like a migratory bird resting in a dark corner of the forest, like all the things that crowd my memory. No sooner do they appear than they vanish.

Image of a red sunset

Around Sunset

JAMES RICHARDSON
The days seem kindlier near sunset, easier / when they are softly falling away / with that feeling of sad happiness / that we call moved, moved that we are moved / and maybe imagining in the dimming / all over town.

A bar lightbulb shining in the dark.

Black-Out Baby

JULIET S. K. KONO 
Somewea in Colorado. / One nite, one woman wen go into layba / wen was real hot unda the black-out lite. / Into this dark-kine time, one baby wuz born. / Da baby was me. One black-out baby— / nosing aroun in the dark / wid heavy kine eyes, / and a “yellow-belly."